NFT - Gaming
Kiedy mówimy, że jakiś trend jest nowy, mamy na myśli ostatnie lata albo miesiące. Z reguły im szybciej rozwija się dana branża, tym większą okazuje podatność na okresowe mody. A jednak w świecie gier wideo jest to zadziwiająco powolne. Biorąc pod uwagę, że największe zainteresowanie tytułem przypada na pierwsze tygodnie po premierze, zaskakuje fakt, że niektóre produkcje utrzymują się w zainteresowaniu graczy bardzo długo.
Popularność przelewa się przez społeczność graczy nieregularnymi falami, wielokrotnie napędzanymi nazwiskiem znanego influencera, który wydobył jakiś tytuł z odmętów Internetu (co miało miejsce w przypadku Among Us, który dwa lata po premierze zaliczył drugie życie).

Społeczność jest wszystkim
To od niej wszystko się zaczyna – i na niej najczęściej się kończy. Jest wyznacznikiem sukcesu i głównym czynnikiem decydującym o niepowodzeniu projektu P2E albo NFT. I, podobnie jak było to wspomniane w poprzednich artykułach, siła tego zjawiska nie jest niczym nowym w świecie gamingu.
W grach MMO community musi mieć stałą opiekę developerów, ale nie oznacza to, że posiadają oni realny wpływ na to, co się dzieje z projektem. Mają do czynienia ze stanem faktycznym, który albo przyjmują, albo nie. Oczywiście, można powiedzieć, że głosują na dany cyfrowy rząd portfelami, ale tak naprawdę niewiele od nich zależy. Jedyną szansą na wprowadzenie większych zmian przez społeczność są tzw. pluginy (wtyczki) lub mody – dodatki tworzone przez samych graczy, o ile deweloper w ogóle dopuszcza taką możliwość.
W modelu P2E gracze biorą czynny udział w ustalaniu tak istotnych kwestii jak ekonomia świata czy decyzje podejmowane na poszczególnych etapach rozwoju projektu. Są jak obywatele rozwijającego się, w pełni demokratycznego państwa – decydują o wyglądzie najważniejszych jego struktur. Głosują, zupełnie jak w państwie, a siłę ich głosu wyznaczają tokeny. Ich głos ma znaczenie. I to im się podoba.
Z drugiej strony, społeczność jest piętą achillesową każdego projektu P2E.
Skoro jej zainteresowanie i pieniądze napędzają rozwój cyfrowego kraju, jej nieobecność oznacza rychły koniec.
Innym powodem pozytywnego odbioru gier opartych na NFT jest to, że gracze są dobrze przyzwyczajeni do idei dóbr cyfrowych i od dawna akceptują ich wartość. Nie bez powodu popularnością cieszą się wszelkie edycje specjalne, w których znajdują się wirtualne skórki, niedostępne nigdzie indziej.
Od czego się zaczęło?

Większość tego typu dodatków jest dostępna za symboliczną cenę, aczkolwiek jeżeli ktoś miał do czynienia z dowolną grą na telefon, wie doskonale, że obok niedrogiej opcji, nie przekraczającej wartości jednego dolara, można stukrotnie większą kwotę wydać na „specjalną okazję”.
Nie bez znaczenia jest tutaj element hazardu, co dotyczy w szczególności zawartości losowej, w tym wspomnianych wcześniej loot boxów.
Ryzyko uzależnienia dzieci od hazardu zaniepokoiła już wiele środowisk i tego typu rozwiązania zostały już zakazane w Belgii i Holandii.
W 2006 Bethesda zaproponowała graczom kupno zbroi dla konia w grze Elder Scrolls: Oblivion, za kwotę 2,50 dolara. Firma była początkowo krytykowana za tę decyzję – żeby nie powiedzieć, że wyśmiewana. Tymczasem koncept mikrotransakcji zrodził się w Microsofcie, a Bethesda poszła za radą giganta jako pierwsza – i trafiła w dziesiątkę, gdyż ten mały pakiet szybko trafił na listę dziesięciu najlepiej sprzedających się dodatków do gier tej firmy.
Od tamtej pory zalały nas wszelkiego rodzaju cyfrowe dobra, od unikalnych wierzchowców, pojazdów i broni (chociażby w World of Warcraft), przez tzw. loot boxy zawierające losowe przedmioty i skórki (jak w Star Wars: Battlefront II, czy FIFIE), aż po cyfrowe waluty, bez których królestwa graczy w mobilnych produkcjach rozwijają się w ślimaczym tempie (liczne gry mobilne, np. Pokémon GO).

wpływ ograniczonego czasu wolnego na rozwój rynku MTX
Niektórzy gracze tłumaczą sobie zakup tego rodzaju dobra jako formę wsparcia dla producenta. O taki argument jest tym łatwiej, im więcej czasu spędzą z daną produkcją, zwłaszcza przy tzw. grach freemium – co do zasady darmowych, ale z opcją mikrotransakcji. Inni chcą odblokować zawartość, która jest w bez zakupu niedostępna, a kolejnych do zakupu skłoni… lenistwo – chęć uzyskania wyższego poziomu postaci, albo szybszej rozbudowy osady bez inwestowania własnego czasu.
Ta ostatnia grupa jest na tyle liczna, że nawet w grach, które nie dają możliwości rozwinięcia postaci gracza za pieniądze, pojawia się instytucja tzw. power levelingu. Polega to na tym, że obca osoba odpłatnie, intensywnie gra za swojego klienta, doprowadzając jego awatara do maksymalnego poziomu.
Ale dla całkiem dużej grupy graczy posiadanie nietypowej, rzadkiej zawartości płatnej jest kwestią budowania własnego wizerunku. W realnym życiu większość z nas chce się czuć wyjątkowo, spróbować swoim wyglądem podkreślić przynależność do jakiejś grupy czy przynajmniej pokazać światu, jakie są nasze zainteresowania. Ludziom zależy na tym, by się wyróżnić, posiadać rzadki przedmiot, unikalne zwierzę czy wyjątkowy płaszcz, nawet jeśli miałby on wartość tylko kolekcjonerską.
Dlaczego w świecie wirtualnym miałoby to wyglądać inaczej? Nie bez powodu Celestial Steed – pięknie animowany wierzchowiec w World of Warcraft – został zakupiony przez 140 tysięcy graczy w ciągu zaledwie trzech godzin od premiery, przy cenie 25 dolarów!

Przewaga NFT nad standardowymi modelami MTX
Tymczasem formuła NFT sprawia, że cyfrowe dobra stają się jeszcze bardziej atrakcyjne. Każde może istnieć tylko w jednym, unikalnym egzemplarzu, co pozwala na większą indywidualizację.
Zwiększa się tym samym ich rola w kreśleniu statusu osoby (dodajmy do tego absurdalnie często wysoką wartość NFT!), a możliwość oddzielenia ich ze świata gry niejako zaciera różnicę między tym, co cyfrowe i tymczasowe – jak królestwa w grach mobilnych – i tym, co trwałe.
NFT mogą się też stać ciekawym sposobem na finansowanie przez społeczność projektów ze sfery indie. Do tej pory, o ile jakiś duży wydawca nie rzucił łaskawym okiem na developera, ten albo sam zbierał fundusze na produkcję i wydanie gry, albo organizował kampanie na platformach crowfundingowych typu Kickstarter. Jednak wcale nie jest tak łatwo zdobyć zaufanie sporej liczby graczy i przekonać ich do swojego projektu. Pod tym względem grom wideo daleko do gier planszowych, które biją rekordy na Kickstarterze – są to najpopularniejsze kampanie, na których zebrano największą ilość pieniędzy (często przekraczającą próg finansowania kilkusetkrotnie) i które najczęściej się udają.
NFT jako środek w rękach indie developers

Mali developerzy mogą, już w trakcie tworzenia gry, sprzedawać niektóre jej części w formie NFT. Jeśli dodatkowo zawarty w nich będzie tzw. smart contract (co jest bardzo popularne w przypadku dzieł sztuki), będą dostawali procent z każdej następnej transakcji danego assetu. Mogą też oferować w przedsprzedaży tokeny, które będą następnie wykorzystywane w grze, a zarazem zapewnią wspomniane już wcześniej prawo głosu i potencjalnie udział w przyszłych przychodach z produkcji.
To dużo więcej, niż opcje oferowane przez kampanie na Kickstarterze, gdzie premią za wsparcie może być artbook, albo –przy najwyższych progach wsparcia- użyczenie wizerunku postaci niezależnej z gry.
NFT to w istocie tylko narzędzie. Jego przydatność i zagrożenia zależą od tego, jak ludzie ich użyją.
Doradca, researcher, analityk trendów w G2A

NFT w świecie gamingu
Wraz z Jarosławem Kruciem z G2A, rozmawiamy o zastosowaniach i przyszłości NFT w grach.